Małopolska Organizacja Turystyczna
Projekt Żywe Zamki
Strona główna Zamki Legendy Imprezy Napisali o nas Kontakt
Małopolska Organizacja Turystyczna
                      ZAMKOWE LEGENDY
    











 

Zamek Królewski w Dobczycach

SKARB ZAMKU

Otóż w II połowie XVIII w. piastunka starosty dobczyńskiego, próbując uspokoić płaczące dziecko uderzała o ścianę pękiem kluczy. "Grzechotka" sprawiła, że ze ściany odpadł tynk, odsłaniając zamurowany garnek pełen monet i klejnotów. Fama o ukrytych na zamku skarbach szybko się rozniosła, a miejscowi poszukiwacze dokonali tu prawdziwego spustoszenia.

TRUPIELEC
Na przeciw dobczyckiej Góry Zamkowej znajduje się wzniesienie zwane dziś Trupielcem lub Charstkiem, a kiedyś Turzą Górą. W XV w. osiedlili się tu zbuntowani żołnierze zbuntowanego wojska koronnego pod wodzą herszta o imieniu Charstek. Działalność tej grupy już wkrótce zaczęła doskwierać miejscowej ludności. Zbójcy zaatakowali nawet miasto oraz zamek, i po krótkiej walce przejęli nad nimi kontrolę. Miastu pomógł starosta krakowski. Wysłane przez niego wojsko bez problemu odbiło Dobczyce.  Grupę Charstka ścigano aż do kryjówki na wzgórzu, którą całkowicie zniszczono.


Zamek w Czchowie

Zamiast LEGENDY trochę JAZZU!

Baszta Jazz Festival, to Stary Jazz, jezioro Czchowskie i rzeka Dunajec, a wszystko razem w kontekście zabytkowej baszty. Związki Czchowa z jazzem rozpoczęły się w latach 60-tych za sprawą młodych krakowskich jazzmanów. Byli wśród nich m.in.: Antoni Krupa, Jan Kudyk, Teofil Lisiecki i Leszek Żądło, do których dołączył później Jacek Mazur (dzisiejszy dyrektor artystyczny festiwalu). Muzycy ci, grając w okresie wakacji w Czchowie spowodowali, że wzrosło tu zainteresowanie jazzem. Zaowocowało to, organizowanymi z latach 70-tych, warsztatami jazzowymi, na których wykładowcami były tej miary gwiazdy polskiego jazzu co: Wojciech Kamiński, Henryk Majewski, Tomasz Szukalski, Jan Ptaszyn Wróblewski. Jazz nabrał wiatr w żagle dopiero pod koniec ubiegłego wieku. Stało się to za sprawą Jacka Mazura, któremu udało się namówić władze miasta na udział zespołu Jazz Band Ball Orchestra w obchodach Dni Czchowa. Przyjęcie zespołu sprawiło, że okazjonalny koncert przerodził się, w następnych latach, w samodzielny festiwal o zasięgu ogólnopolskim.Pod sztandarem festiwalu są organizowane: konkursy, pogadanki  i prelekcje, wystawy, aukcje, imprezy charytatywne oraz zbiórki pieniędzy na renowację zabytkowej baszty, będącej  jego symbolem.


Zamek Lipowiec

Uwaga wysokie napięcie!

Na zamku podobno krążył duch biskupa Oleśnickiego, ale ukazywał się jedynie do pożaru z początku XIX w. Dzisiaj ten, kto wytrwa na Zamku do północy zobaczyć może na przedzamczu cień czarnej karety, którą  ciągnie sześć par czarnych koni. Z karety wychodzi biskup w purpurze i wkracza na dziedziniec. Za nim podążają strażnicy prowadzący  skazańca. Za każdym razem, kiedy ma już dojść do egzekucji, w miecz kata uderza piorun i w tej chwili znikają wszystkie zjawy. Mimo naocznych świadków nie udało się jeszcze ustalić tożsamości ani kata, ani ofiary. Po całym zajściu powietrze nawet w ciepłą noc robi się lodowate, dlatego warto zabrać ze sobą coś ciepłego.

Romans profesora...
Każdy zamek musi mieć również miłosną historię. W Lipowcu także miała miejsce nieszczęśliwa miłość...Oryginalna o tyle, że w zamkowej wieży więziona wcale nie była księżniczka lecz...przystojny profesor Akademii Krakowskiej. Franciszek Stankara bo o nim mowa, był reformatorem religijnym, współautorem przekładu Biblii zwanej brzeską. Za swoją działalność został uwięziony w Zamku w Lipowcu. Z zamkowej wieży uciekł w 1550 r dzięki zakochanej w nim po uszy młodziutkiej córce lipowskiego kasztelana. Sprytna dziewczyna podrzuciła profesorowi prześcieradła, dzięki którym więzień uciekł przez okno. Legenda milczy na temat dalszych losów romantycznej pary. Wynika z tego, że profesor poświęcił się zupełnie reformatorskiej działalności.


Zamek w Niepołomicach

Niepołomicki Kwiat Lotosu

Król Kazimierz Wielki przywiózł do Niepołomic część skały z kaplicy św. Gereona, pod którą na Wawelu znajduje się czakram (w języku hinduskim oznacza Kwiat Lotosu). Chciał, aby ten magiczny wawelski kamień stał się kamieniem węgielnym pod budowę tutejszego zamku. Kamień spoczywa w najstarszej części zamku - liczącej 650 lat - w której podczas wojny Niemcy mieli magazyn amunicji.  Obecność czakramu potwierdziły przyrządy naukowców i radiestetów. Przy czakramie odbywa się terapia naturalnymi polami magnetycznymi, które wpływają kojąco na nasze samopoczucie. Zatem zamiast kolejnych tabletek - wizyta na zamku w ramach terapii na skołatane nerwy!

Fatalny upadek
Podczas jednego z polowań niedźwiedź spłoszył królowej konia Bony, będącej w tym czasie w zaawansowanej ciąży. Upadek spowodował przedwczesny poród. Syn Olbracht zmarł po kilku dniach.


Zamek Dunajec w Niedzicy

Dąb Horvathów

W XVI w. Niedzica przeszła w ręce węgierskich magnatów Horvathów z Palocsy, którzy byli  bardzo srodzy dla okolicznej ludności. Więzienie zamkowe było pełne, a górale głodowali. Pewnego razu młody Jan Horvath, który słynął z nękania plebanów, spotkał Cygankę. Dziewczyna zaproponowała mu wróżbę. Młody Horvath usłyszał, że jego ród jest dzielny ale okrutny, a jego zguba bliska. Cyganka rzuciła mu pod nogi żołędzia i nakazała strzec dębu który właśnie zasadziła, ponieważ od tego drzewa będzie zależał los jego rodu. Oburzony Horvath chciał powiesić Cygankę, ale ta zdążyła uciec. Nikt nie traktował wróżby poważnie do czasu,  aż w miejscu zakopania żołędzia nie zaczęła wyrastać łodyżka z listkami. Od tej pory miejsce to było chronione przez Horvathów. Przepowiednia sprawdziła się kilka wieków później. Gdy dąb usechł, ród Horvathów wymarł...

Dla młodych małżeństw
Podobno kiedyś na zamku mieszkała zakochana w sobie do szaleństwa para - księżniczka Brunhilda i książę Bogusław. Lecz jak to w życiu bywa wkrótce zaczęły się małżeńskie wymówki i awantury. Ponieważ młodzi głosy mieli donośne i dużo energii do wzajemnych kłótni, mieszkańcy zamku nie mogli już dłużej tego wytrzymać. Znaleźli więc dla gołąbków pomieszczenie w wieży, skąd nie było ich słychać. Podczas jednej z awantur Brunhilda rzuciła w męża porcelanową wazą, a ten w złości  odepchnął ją tak silnie, że małżonka wyleciała przez okno wprost do zamkowej studni. Załamany Bogusław błąkał się odtąd po komnatach i powtarzał w kółko "Przebacz mi Brunhildo". Aż pewnego razu usłyszał wydobywający się ze studni głos: "Przebaczam Ci Bogusławie łysy". Książe ucieszył się, choć zastanowił go ten przymiotnik, ponieważ miał piękne, gęste włosy. Do czasu jak się okazało. Następnego dnia po jego włosach nie było śladu. Od tej pory miejscowi wierzą, że jeśli ktoś wymówi imię swojej ukochanej nad studnią, a ma coś na sumieniu, obudzi się następnego dnia łysy. Uważajcie!


Zamek Żup Krakowskich w Wieliczce

Zamiast Piotrowych kluczy
Biskup Jan Muskata był stronnikiem Henryka IV Probusa, a następnie Wacława II, dzięki któremu w 1294 uzyskał biskupstwo krakowskie. Rządy Wacława II kojarzyły się poddanym z okupacją czeskich wojsk. Dokonywano powszechnych rozbojów, wymuszano kontrybucje,  profanowano świątyni ei cmentarze. Jedną z najbardziej znienawidzonych postaci stał się Jan Muskata, który sprawował wówczas administracyjną funkcję starosty krakowskiego. Zniemczony Ślązak, gardzący polskim obyczajem i językiem, sprawował rządy żelaznej ręki czy raczej żelaznego topora. "Oto macie klucze św. Piotra do otwierania kościołów" - zachęcał swych najemników do bestialskiego pobierania żołdów, wręczając im bojowe topory. Z chwilą, gdy władzę przejął Władysław Łokietek biskup ukorzył się przed nowym władcą i pokornie wrócił na Wawel. Po to tylko, by przy najbliższej okazji pod nieobecność króla wymordować krakowską ludność. Arcybiskup gnieźnieński Jakub Świnka rzucił na niego klątwę i wytoczył proces za nadużycia kościelne. Muskata zmarł na Śląsku w zupełnym odosobnieniu.

Św. Kinga
Św. Kinga jest patronką górników wydobywających sól. Legenda głosi, że Kinga, widząc nędzę materialną mieszkańców Bochni, wskazała miejsce, gdzie miała znajdować się sól i tak rozpoczęła swą działalność bocheńska kopalnia soli. Do najpopularniejszych jednak należały legendy o cudach św. Kingi powstrzymującej najazdy Tatarów oraz o cudownym odkryciu Dunajca i powstaniu Tatr z porzuconej korony św. Kingi.


Zamek w Lanckoronie

Na Górze Lanckorońskiej stało kiedyś zamczysko. Dzisiaj już tylko ruiny straszą niesamowitością legend i opowieści o mieszkańcach tych starych murów. Najbardziej niezwykłe podanie mówi o diable, który bronił się przed natrętnymi rozbójnikami. Grasowali oni w tym samym rewirze co on. Z tą różnicą, że diabeł czyhał na dusze, a rozbójnicy na kupców przewożących towary przez lanckorońskie lasy.
Diabeł miał już dosyć tej konkurencji i pewnego razu postanowił z tym skończyć. Zaczaił się za murem zamku i czekał na rywali, zacierając osmolone ręce i przebierając kopytami. Nagle usłyszał krzyki i śmiechy wesołych zbójników. Niczego nie przeczuwali. Nawet nie starali się być cicho, widocznie wyprzedzili kupców i szukali miejsca na zasadzkę. Przez Lanckoro-nę wiódł handlowy szlak, pewnym więc było, że łup będzie bogaty. Roziskrzone oczy diabła z nienawiścią śledziły jadących leśną ścieżką zbójów.

Gdy znaleźli się na wprost murów zamku, mściwy bies wbił się kopytami w rozmiękłą po deszczu ziemię. Kudłate, czarne ręce wsparł o olbrzymi głaz, który wyczarował z małego kamyczka i... z całą czartowską siłą go rozkołysał. Nie słyszeli zbójnicy chrzęstu łamanych gałęzi, rozgniatanych kamieni, gdyż głośno rozprawiali o łupach już zagrabionych. Sami podstępni, nie przypuszczali, że padną ofiarą podstępu. Rozpędzony wielki głaz nabierał szybkości. Diabeł podskakiwał radośnie, widząc swych wrogów o krok od śmierci. Już zacierał ręce pewien, że dusze złych zbójów wpadną do jego kotła. - Oj, będą się smażyły duszyczki!
Niczym zapałki łamały się młode sosny i świerki pod ciężarem ogromnego głazu. Za późno zauważyli zbóje grożące im niebezpieczeństwo. Wrzasnęli... i nastała cisza. Nawet ptaki zamilkły. Potężny kamień zatrzymał się, stając się grobem rozbójników. Tylko diabeł mlasnął jęzorem, strzelił radośnie kopytami, ogonem zamachał i zniknął.

Kto lubi z ukochanym lub ukochaną spacerować alejami wokół Góry Lanc-korońskiej, niech zerknie w dół, gdy będzie na Alei Zakochanych na wysokości ruin zamku. W wąwozie po lewej stronie zobaczy olbrzymi głaz. Czas okrył go mchem zielonym, woda wyrzeźbiła dziwne znaki po bokach. Opowiedz temu, kogo trzymasz teraz za rękę, o diable i o rozbójnikach.

Źródło: www.lanckorona.pl

Zamek w Dębnie

Najstarsze z krążących wśród miejscowej ludności podań dotyczy czasów, gdy przez te ziemie przetaczała się budząca grozę nawała tatarska. Historia dotyczy tatarskich jeńców, więzionych przez panów Dębna (którzy mogli mieszkać w istniejącym tu faktycznie w XIII wieku drewnianym, ufortyfikowanym grodku). Pod nieobecność gospodarzy do zameczku przybyć miała któregoś dnia bogata pani, (utożsamiana z księżną Kingą, żoną Bolesława Wstydliwego). Trafiła na niezbyt dogodny moment, bo właśnie wtedy Tatarzy zdołali uwolnić się z łańcuchów. Przerażona obrotem sprawy władczyni Małopolski, pewna, że będą oni chcieli zemścić się na niej za złe traktowanie ich przez panów grodu, porwała się do ucieczki wraz z orszakiem wiernych sobie sług. Niedaleko zdołała jednak uciec, bo już na małym pagórku w zakolu wspomnianej rzeczki Niedźwiedzicy otoczył ją zbuntowany oddział tatarski. I nie wiadomo jak potoczyłyby się dalsze losy księżnej gdyby nie dzielni dębnianie. Na wieść o napadzie chwycili oni co mieli pod ręką i rzucili się pani na ratunek. Wywiązał się krwawy bój, w wyniku którego Tatarzy zostali wybici co do jednego przez mężnych obrońców świątobliwej księżnej. Jako votum za uratowanie życia Kinga (podniesiona potem przez Kościół do rangi błogosławionej, a w 1999 roku kanonizowana) miała podobno polecić wystawienie tutaj właśnie, powyżej szemrzącego w głębokim jarze potoku, drewnianej świątyni.  
 

Zamek w Pieskowej Skale

W zamierzchłych, średniowiecznych czasach piękna i młoda Dorotka z rodu Toporczyków wyszła za mąż za starego Szafrańca. Dziewczyna miała rzecz jasna swego ukochanego, wysokiego i pełnego uroku młodego rycerza. Był on jednak biedny, więc rodzina wydała Dorotkę za starca z Pieskowej Skały. Młody rycerz przyjechał na zamek w przebraniu lutnisty. Stary Szafraniec wpuścił go do swej młodej żony, która lubiła słuchać muzyki, a sam wybrał się na polowanie. Wrócił jednak wcześniej niż młodzi się go spodziewali i koncert który zastał przeszedł jego najśmielsze oczekiwania. Polecił więc rycerza-lutnistę rozciągnąć końmi, a z niewierną żoną obszedł się jeszcze okrutniej wtrącając ją do głodowego lochu. Dorotka przeżyła tam jednak swego męża dzięki pomocy swego wiernego piska, który przez szczelinę w murze dzielił się z nią swymi psimi smakołykami. Po śmierci okrutnego męża dziewczyna wyszła na wolność i nazwała zamek Pieskową Skałą ku czci swego najwierniejszego przyjaciela. Naukowe wytłumaczenie nazwy zamku jest inne. Skałą na której wzniesiono później warownię miała należeć do pewnego Piotra czyli Pieszki i miejsce to nazywano Skałą Pieszkową a z czasem Pieskową.




Koordynator projektu
"Żywe Zamki"


Małopolska Organizacja Turystyczna
tel: (012) 421-16-04
e-mail: biuro@mot.krakow.pl









































































































































































                     ORGANIZATORZY "ŻYWYCH ZAMKÓW"                                             

Polska Organizacja Turystyczna
Projekt "Żywe Zamki"                                                              Copyright 2007-11 © Małopolska Organizacja Turystyczna